Potrzeby, ich wyrażanie i rola w konfliktach

Skąd mam wiedzieć czego chcę?

Popularne przekonanie głosi, że łatwiej jest wiedzieć czego się nie chce, niż czego się chce. Coś w tym jest.

Nie raz usłyszałam w gabinecie pytanie: skąd ja mam wiedzieć czego chcę? Nie ma na to jasnego przepisu, ale zazwyczaj cierpliwość, obserwowanie siebie, budowanie wyrozumiałości i współczucia wobec siebie, refleksja i zatrzymanie się w momentach decyzyjnych – pomagają.

Historie moich klientów często mówią o tym, jak to ich rodzice nie mieli dla nich miejsca, dla ich przeżyć, uczuć, emocji. Nie uważali tego za coś ważnego u dziecka albo w ogóle – wtedy sami też nie byli z pewnością mistrzami w kontaktowaniu się ze sobą i wyrażaniu potrzeb. A dziecko uczy się przede wszystkim przez obserwację. Czasem rodzice boją się emocji swoich dzieci, szczególnie tych „negatywnych” jak złość czy żal. A tego rodzaju emocje są przecież nieodzownym elementem kontaktu z potrzebami – złoszcząc się człowiek daje sygnał, że coś jest niezaspokojone czy naruszone. Rodzice mogli też być bardzo dominujący, na zasadzie „ja wiem co dla Ciebie dobre” – zarówno w wydaniu autorytarnym, jak i nadopiekuńczym.

Jeśli ktoś uważa, że wie lepiej co ja czuję, to skąd mam sam się tego dowiedzieć?

Dlaczego trudno jest wyrażać swoje potrzeby?

Ważną rolę odgrywają różnego rodzaju wzorce kulturowe. Kobiety mają wpajaną wypaczoną wersję dbania o innych, osiąganego przez spychanie samej siebie na bardzo daleki plan. „Matka Polka” o sobie myśli na samym końcu, jak już „obsłuży” wszystkich wkoło siebie. Dbanie o siebie bywa uznawane za egoizm! Ewentualnie można czegoś chcieć i po prostu sobie to wziąć, pomijając etap komunikowania i negocjowania, co nieuchronnie grozi zranieniem innych osób – i takie modele też możemy znać ze swojego otoczenia. Wtedy zaspakajanie swoich potrzeb kojarzy się z czymś zagrażającym dla relacji.

Wyrażanie swoich potrzeb wprost może być też uznawane za przejaw słabości. Potrzebuję czegoś, to znaczy nie jestem wystarczająco silny/silna, nie daję sobie rady, nie jestem bohaterem a muszę być. Jest to odkrycie swoich czułych punktów, co może powodować wstyd lub/i lęk, że ktoś tę wrażliwość wykorzysta w złej wierze.

W relacjach utrudnieniem jest jeszcze jedno powszechne, a bardzo fałszywe przekonanie – jeśli partner mnie kocha, to domyśli się jakie mam potrzeby. Dlatego, jeśli muszę o nich mówić, to oznacza, że nasza relacja nie jest idealna, a on/ona mnie najprawdopodobniej nie kocha. Ten wyidealizowany obraz relacji jako związku dwóch czytających sobie w myślach istot jest przerażająco destrukcyjny i blokuje rozwój dojrzałej relacji. Pewnie, że miło jest, gdy ktoś zna mnie na tyle dobrze, że nie pyta się o wszystko, potrafi sprawić miłą niespodziankę czy w lot złapać o co mi chodzi. To jest przyjemne, ale nierealistyczne jest oczekiwanie, że zawsze tak będzie, musi tak być i jest to dowód miłości.

Czasem pary z długim stażem wpadają w taką pułapkę, mówiąc: wie pani, my się tak długo znamy, że wystarczy jedno spojrzenie i wiadomo o co chodzi – a okazuje się, ze właśnie wcale nie wiadomo. Albo: tak długo mnie znasz, że nie powinnam musieć ci mówić czego chcę. Błąd. Zmieniamy się, dojrzewamy, rozwijamy, nie jesteśmy wciąż tą samą osobą. Jeśli o tym zapomnimy, to zaczniemy być w relacji ze swoimi przekonaniami na temat partnera, a nie z żywą, dynamiczną istotą.

Żale i pretensje

W konfliktach związkowych czymś, co skutecznie zatruwa wspólne życie są żale i pretensje. Jednak za pretensjami i żalami bardzo często stoją niewypowiedziane albo niewysłuchane potrzeby. Im bardziej nie wysłuchane, tym mocniej dobijające się o uwagę. Tym większe pretensje. Kłopot z pretensjami polega na tym, że ich forma nie sprzyja wysłuchaniu, więc często wymaga ona pewnej modyfikacji. Mimo tego, głębszą treścią koniecznie trzeba się zająć.

Niektórzy ludzie spychają swoje własne potrzeby na dalszy plan, ponieważ wewnętrzny głos podpowiada, że są one nie ważne, że nikogo nie obchodzą, że nie można sprawiać problemów, że trzeba być altruistą albo wypełniać jakąś misję, by czuć się potrzebnym. Niestety najbardziej altruistyczne ani żadne inne pobudki nie powodują, że własne potrzeby znikają – za to zaczynają żyć własnym życiem. Czyli przejawiają się w „podwójnych sygnałach”, nieintencjonalnych komunikatach, które wymykają się spod kontroli. Mogą przybierać różne formy: ton głosu niespójny z intencjami, nieznanego pochodzenia poirytowanie, chęć izolowania się, sabotowanie planowanych działań nastawionych na drugą osobę. Ostatecznie mogą rozwinąć się w żale i pretensje, które jak już wspomniałam, w swej formie są blokujące porozumienie.

Co zrobić, żeby nauczyć się mądrze wyrażać swoje potrzeby w relacji?

1. Spróbować przeformułować swoje pretensje w bardziej konstruktywny sposób, np. zamiast „znowu wychodzisz z kolegami, nigdy nie mogę na Ciebie liczyć” powiedzieć „Chciałabym spędzać z Tobą więcej czasu, dzięki temu czuję, że jesteś dla mnie, gdy Cię potrzebuję”.

2. Zastanowić się, które potrzeby jesteśmy w stanie zaspokoić sami, a które faktycznie wymagają działań ze strony partnera. Czasem obciążamy go wszystkimi swoimi potrzebami, nie biorąc odpowiedzialności za własne sampoczucie. Niektórzy na przykład potrzebują nauczyć się przebywać w samotności i zajmować się swoimi sprawami.

3. Wyrażać potrzeby jako prośby a nie żądania – prośba zakłada dobrowolność i możliwość odmowy (i wtedy wracamy do punktu 2). Jeśli nasze podstawowe potrzeby w związku nie są jednak zaspakajane, czasem trzeba przyjrzeć się jakości tej relacji.

4. Dać sobie prawo do potrzeb i pracować nad przekonaniami/wzorcami (na przykład z domu rodzinnego), które to hamują.

5. Dawać prawo do swoich potrzeb partnerowi/partnerce i traktować z szacunkiem tak swoje, jak i jego/jej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *