Dlaczego nie lubię siebie? I co z tym zrobić.

Jedno z najczęściej padających zdań, które słyszę w gabinecie jest „nie lubię siebie” lub jego jakaś odmiana, np. „mam niską samoocenę”. Zdanie to pojawia się na pierwszej sesji, jako już zlokalizowany problem lub po paru spotkaniach dochodzimy do takiego wniosku. Stopień tej niechęci do własnej osoby jest różny, czasem dotyczy tylko pewnych aspektów (wygląd, cecha charakteru), zdarza się też skrajnie całościowy („nienawidzę siebie”). Niektóre osoby czują, że brak akceptacji w stosunku do siebie jest szkodliwy, inne nawet nie zdają sobie sprawy ze stopnia destrukcji jaki taka postawa może ze sobą nieść.

W psychologii procesu, by ułatwić sobie zrozumienie tego problemu i pracę nad nim, korzystamy z pojęcia wewnętrznych figur czy postaci. Uznajemy, że nasza osobowość nie jest jednolitą strukturą i mamy swego rodzaju pod-osobowości. Skoro jestem nielubiana, to jest ktoś kto nie lubi i jest ktoś, kto jest nielubiany. Chwileczkę, powiecie, ale to przecież też jestem ja! Tak, oczywiście, to wszystko jesteś ty, różne aspekty twojej psychiki. I nie, to nie jest „nienormalne”, że różne części ciebie na przykład się ze sobą nie zgadzają lub są w konflikcie. Taka nasza natura, nic „chorego”.

Kto, jaka część, zazwyczaj nie lubi jakiejś innej? Wewnętrzny Krytyk. Jest to wewnętrzna postać, która potrafi bardzo mocno uprzykrzyć życie. Można jej doświadczać na dwa sposoby:

1. Osoba czuje się ofiarą jakiegoś przykrego głosu, który jest krytykujący i atakujący w różnych sytuacjach. Pod jego wpływem czuje się źle i ma z tym kontakt.

2. Osoba mówi o sobie krytyczne rzeczy z przekonaniem, że to prawda, utożsamiając się z Krytykiem. Często uważa, że krytyka jest potrzebna, bo bez niej by się rozleniwiła, albo, że krytyka jest motywująca. Zazwyczaj nie ma kontaktu z bólem, jaki taka postawa sprawia.

Trochę inaczej się pracuje w przypadku każdego z nich, ale nie będziemy wchodzić w szczegóły techniczne. Najważniejsze to zobaczyć w jakiej relacji jest Krytyk i krytykowany. Nie ma jednej strony bez drugiej, jeśli którejś nie widać/nie czuć, to znaczy tylko tyle, że trzeba lepiej poszukać. Gdy zostaną odnalezione zaczyna się praca nad ich relacją. Mamy tu wiele możliwych scenariuszy, ale dwa najważniejsze to:

1. Krytyk ma całkiem niezłe intencje, tylko posiada bardzo słabiutkie umiejętności komunikacyjne, czasem czepia się drobiazgów, ale zdarza mu się zwrócić uwagę na coś istotnego. W tym przypadku da się z nim negocjować inną formę, czasem postawić mu granicę, gdy jest zbyt upierdliwy, czy nauczyć go lepszej współpracy. Krytykowany potrzebuje z jednej strony mocniej stanąć za sobą, z drugiej czasem usłyszeć to, co Krytyk ma do powiedzenia.

2. Krytyk jest przemocowy, to znaczy, że w relacji z innymi częściami psychiki jest okrutny, brutalny, dokonuje nadużyć i sieje destrukcję. W tym przypadku podstawą jest powiedzenie tej przemocy „stop”, nazwanie jej, zauważenie i dostrzeżenie potrzeby zajęcia się straumatyzowaną krytykowaną częścią. Bardzo często przy tej okazji „wychodzą” przeszłe nadużycia, przemoc fizyczna lub/i psychiczna ze strony bliskich, i temu podobne trudne historie. Wtedy trzeba się nimi koniecznie zająć. Taka praca wymaga asysty psychoterapeuty, bo mamy do czynienia z bardzo delikatnymi sprawami. Osoba często nie ma nawet wzorca dotyczącego tego, co to znaczy dobrze siebie traktować.

Gdy patrząc na sytuację trochę z boku widzimy dwie „postacie” w relacji ze sobą, a jedna bardzo źle traktuje drugą, nagle dociera do nas ogrom cierpienia, jakie taki układ stwarza. Pojawiają się pytania wobec Krytyka, „ale dlaczego tak jej nie lubisz?”, „czego ty w ogóle od niego chcesz?”. Pamiętam się momenty, w których klientka słuchała z boku tego co mówi krytyk do krytykowanej części i z przerażeniem stwierdzała „o matko, co on jej robi, ja nie chcę, by się coś takiego działo!”.

Świadomość, że krytyczne słowa mówi tylko jakaś część mnie, też może przynieść ulgę, pozwalając dostrzec możliwość innego traktowania siebie. Skoro jest miejsce na Krytyka, może też znaleźć się miejsce na postać, która wspiera, docenia, kocha.

Jakakolwiek praca nad „polubieniem siebie” czy „podniesieniem samooceny” bez pracy nad Krytykiem (czyli nad tym, co stoi na przeszkodzie ku temu, by siebie lubić) jest skazana na porażkę. Gdyby było inaczej, wszystkie dobre rady dotyczące tego „jak pokochać siebie” wystarczyłoby wprowadzić w życie i nikt nie miałby takich problemów. Możesz patrzeć w lustro i mówić sobie jaka to jesteś fajna, a Krytyk będzie tylko rechotał. Możesz odnosić nie wiadomo jakie sukcesy, a Krytyk i tak to wyśmieje albo powie, że „i tak stać cię na więcej”. Możesz się odchudzić i wbić w najmodniejsze ciuchy, a Krytyk i tak stwierdzi, że beznadziejnie wyglądasz, po prostu dlatego, że tak ma w zwyczaju mówić. Bez odkrycia co się za krytycznym głosem kryje, bez świadomości dotyczącej tych wewnętrznych relacji, będą to tylko marne wysiłki. Równolegle z pracą nad krytykiem, mogą stać się świetnym sposobem na wzmacnianie części, która była do tej pory krytykowana.

„Krytyk” to bardzo często ogromny zbiór przeróżnych przekonań i sposobów działania, często wzmacnianych przez wzorce rodzinne, różne przykre historie, lata funkcjonowania w dany sposób. Gdy ta część psychiki jest mocna, potrzeba sporo pracy i u niektórych osób sporo czasu, by wprowadzić lepsze wewnętrzne relacje. Nie ma cudownych recept, ale można (i warto) zająć się tym aspektem swojego funkcjonowania, bo zmiana na tym polu pozytywnie odbija się na wielu płaszczyznach życia.

2 thoughts on “Dlaczego nie lubię siebie? I co z tym zrobić.

  1. Ciekawy artykuł, ale czy da radę samemu nad tym krytykiem pracować? I jak? Co można zrobic dla siebie samemu, zanim sie pójdzie na terapie?

  2. Do pewnego stopnia jak najbardziej da radę, choć z takimi ostrymi krytykami po bardzo trudnych czy traumatycznych doświadczeniach może być samemu trudno. Podstawą jest budowanie świadomości tego, co się w nas w środku dzieje (polecam na przykład trening uważności – mindfulness, by wzmocnić tę umiejętność). Potrzeba najpierw w ogóle zauważyć, że jest taki krytyczny głos wewnątrz i jest taka część, która jest krytyce poddawana. Można sobie pomóc np. rysunkiem, który by przedstawiał te dwie części, by wyobrazić sobie relację między nimi. Wszelka praca nad budowaniem wspierającej czy współczującej postawy wobec samego siebie też jest przydatna (tzw. self-compassion, jest sporo materiałów na ten temat w internecie). Polecam też książke Sidry i Hala Stone’ów „Wewnętrzny Krytyk”.

    Taka praca jest jednak raczej dłuższym procesem niż szybkim załatwieniem sprawy, jeśli efekty mają być głębokie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *